Ostatni dzień, ostatni poranek na kempingu Central Station w samym sercu niezwykłego lasu, który wyrósł tu wieki temu na piaszczystej glebie. Aż zacząłem mieć wyrzuty sumienia, że moje paliwko zanieczyszcza ten unikalny, wiecznie zielony obszar. Sztywniaki znów mnie zaskoczyły poranną pobudką, choć wczorajszego wieczora do późna w nocy biesiadowały w blasku gazowej lampki. Ja z nimi też, nawet bardzo czynnie, bo okazało się, że mieli tylko trzy krzesła piknikowe, zatem użyczyłem im jednego z moich skórzanych foteli i tym sposobem wkręciłem się na imprezkę na dobre.
niedziela, 27 kwietnia 2008
Pan Samochodzik w krainie Hobbitów
sobota, 26 kwietnia 2008
Pan Samochodzik przemierza las
Kolejny dzień na wyspie Fraser podobał mi się jeszcze bardziej. Woziłem Sztywniaków z Brisbane po lesie, a wiadomo, wszystkie samochodziki z napędem na cztery koła najbardziej lubią wąskie leśne piaszczyste drogi, najlepiej otoczone wąwozami, w których bardzo łatwo można się zakopać. Niestety, "niby-Australijczyk" z Azjatą byli zbyt sprytni, żeby się zakopać, a szkoda, bo już widziałem oczyma wyobraźni jak dwie wątłe kobietki wypychają mnie z piasku. Byłoby co wspominać!
Dzień rozpoczął się od śniadania i to nie byle jakiego. Muszę przyznać, że Sztywniaki wstają bardzo wcześnie rano, bo ledwie pierwsze promienie słońca zaczęły przenikać korony drzew i odbijać się w moich szybkach, oni już z entuzjazmem pakowali koszyki piknikowe w mój bagażnik. Żądni wrażeń, zażyczyli sobie zjeść śniadanie w najpiękniejszym miejscu na wyspie. No i miałem nie lada problem, bo najpiękniejszych miejsc na wyspie jest ogromna ilość...postanowiłem więc, że muszę im pokazać je wszystkie, a zaczęliśmy od Jeziora McKenzie. Tam w miejscu piknikowym Sztywniaki pospiesznie wciągały śniadanie, bowiem przez ścianę lasu przywoływał ich niezwykły turkus jeziora. Wiedziałem, że zostaną tam na dłużej, w końcu jeziorka na wyspie to jedyne miejsca, gdzie spokojnie i bez obaw można zażyć kąpieli, a orzeźwiająca kąpiel o poranku w krystalicznie czystym, otoczonym białą, piaszczystą plażą jeziorze McKenzie to najlepszy w świecie sposób, w jaki można rozpocząć dzień. Tak przynajmniej mówili dotąd moi pasażerowie. Podsłuchałem też, że dawniej lud aborygeński wykorzystywał niezwykłą scenerię jezior do uroczystości małżeńskich.
Czekając na moich Sztywniaków, zastanawiałem się, czy Azjata znajdzie jakieś krokodyle, o które pytał już nie raz. Szkoda, że nie widzieliście jego miny, gdy Mike - mój właściciel - przed wyjazdem odradzał całej czwórce kąpiel w oceanie, mówiąc, że wszędzie jest tam pełno rekinów... Azjata z przerażeniem zapytał wtedy: "A czy na wyspie są też krokodyle lub aligatory?" Mike się tylko uśmiechnął, nie potwierdził i nie zaprzeczył, pozostawiając zagadkę do rozwiązania zainteresowanym... Niby ta reakcja świadczyła o braku zagrożenia, ale Azjata wydawał się nie do końca przekonany, zwłaszcza że z mapy wyczytał, że jeden ze strumieni przecinających wyspę nosi nazwę Alligator Creek...
Czekając na moich Sztywniaków, zastanawiałem się, czy Azjata znajdzie jakieś krokodyle, o które pytał już nie raz. Szkoda, że nie widzieliście jego miny, gdy Mike - mój właściciel - przed wyjazdem odradzał całej czwórce kąpiel w oceanie, mówiąc, że wszędzie jest tam pełno rekinów... Azjata z przerażeniem zapytał wtedy: "A czy na wyspie są też krokodyle lub aligatory?" Mike się tylko uśmiechnął, nie potwierdził i nie zaprzeczył, pozostawiając zagadkę do rozwiązania zainteresowanym... Niby ta reakcja świadczyła o braku zagrożenia, ale Azjata wydawał się nie do końca przekonany, zwłaszcza że z mapy wyczytał, że jeden ze strumieni przecinających wyspę nosi nazwę Alligator Creek...
Subskrybuj:
Posty (Atom)