No i znaleźliśmy kolejny mały raj na ziemi (całkiem sporo ich tu w Australii :-)). I tylko nie mogliśmy za bardzo pojąć dlaczego para emerytów z naszego kempingu, która z wielką przyczepą rozłożyła się nieopodal kuchni polowej, większość czasu spędzała siedząc na turystycznych krzesełkach i obserwując co się dzieje w kuchni. Może byli to socjologowie robiący obserwacje..., a może czekali na kassowary?
My, jako jedni z pierwszych kempingowych rannych ptaszków, pognaliśmy do miejscowości South Mission Beach, żeby złapać pierwszą tego dnia wodną taksówkę na wyspę Dunk Island. O kajakach przez noc jakoś zapomnieliśmy, jakby przeczuwając, że fale będą tego dnia jeszcze wyższe. Kupując bilety na water-taxi z lekką trwogą spoglądaliśmy na kropelki deszczu spadające z chmur, a pani sprzedająca bilety szybko nam wyjaśniła, że to wszystko przez Tully - tę najbardziej mokrą w Australii miejscowość, która ściąga deszcze na całą okolicę.